W schronisku głodzono psy?
Według członków TOZ nagłośnienie sprawy nieprawidłowego traktowania zwierząt w raciborskim schronisku było jedynym sposobem na to, aby pomóc przebywającym tam zwierzętom.
Wyniki kontroli wrocławskiego oddziału Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w schronisku dla zwierząt w Raciborzu wyszły tragicznie. Ze sporzadzonego przez członków towarzystwa wynika, że przebywające tam psy były wychudzone, osłabione, a niektóre z nich miały obrażenia i kulały. W raporcie mowa jest także o tym, że część psów żywiła się własnymi odchodami oraz wymiocinami, a w miskach nie było pokarmu. Inspektorzy zabrali ze schroniska psy, które były w najcięższym stanie i postanowili nagłośnić całą sprawę. W ogólnopolskich mediach ukazały się materiały wideo wykonane ukrytą kamerą na terenie obiektu oraz zdjęcia wychudzonych psów, które ledwo co stały na nogach. Raciborskie schronisko nazwano także "umieralnią dla psów", a na filmiku pokazano, że psy są tam wymieniane za alkohol, a karma, która miała być przeznaczona dla zwierząt, była sprzedawana.
Władze miasta oraz władze Przedsiębiorstwa Komunalnego, któremu bezpośrednio podlega schronisko, uważają, że nie była to kontrola, a prowokacja. Zdaniem prezydenta nawet więźniowie mają gorsze warunki niż zwierzęta w naszym schronisku. - Zaraz po otrzymaniu informacji o interwencji przeprowadziliśmy w schronisku kontrolę. Na 137 przebadanych psów, 7 z nich jest słabych. Są to psy chore, które słabiej przyjmują pokarm lub psy, które niedawno trafiły do schroniska - tłumaczy prezydent Lenk. Oburzenia działaniem członków towarzystwa nie kryje także prezes PK, Krzysztof Kowalewski. - Nie mamy nic przeciwko kontrolom, ale niech będą one robione rzetelnie, a nie po bandycku - skomentował.
Obrońcy zwierząt uważają natomiast, że wszystko przebiegło zgodnie z prawem i po tym, jak wcześniej nikt nie reagował na ich apele, postanowili rozwiązać sprawę w ten sposób. Ich zdaniem był to jedyny sposób, na uratowanie znajdującyh się tam psów, a organizacja społeczna ma prawo w każdej chwili wejść i wziąć pod swoją opiekę zwierzęta, które są traktowane w sposób niehumanitarny. - Kilka miesięcy temu odwiedziłam schronisko. Psy były brudne, wychudzone i zakudłaczone. Interweniowałam u prezesa PK, który zobowiązał się wprowadzić w schronisku wolontariat. Przez jakiś czas byli wolontariusze, ale poprawy nie było widać. Widok takich wychudzonych i brudnych psów odrzuca osoby, które przychodzą do schroniska z zamiarem zaadoptowania psa - mówi Jagoda Kopacka, członek TOZ. Jej zdaniem w schronisku od dawna łamane były podstawowe przepisy ustawy o ochronie zwierząt. - Budy, w których śpią psy, powinny być ocieplane na zimę, a nie były. Psy chore trzymane były w boksach ze zdrowymi. Zwierzęta powinny także podlegać podstawowej pielęgnacji, a przede wszystkim powinny być odpowiednio karmione. Tego wszystkiego zabrakło - dodaje Jagoda Kopacka.
Po tym jak sprawa ujrzała światło dzienne chore psy przeniesione zostały do izolatki, a prezydent zorganizował dzień otwarty w schronisku. Zarząd Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami odciął się od afery, jaką rozpętali pracownicy wrocławskiego oddziału. W tej sprawie wykonano telefon do Powiatowego Lekarza Weterynarii w Raciborzu. Paweł Nowak z zarządu TOZ w Polsce przeprosił za wybryk inspektorów z Wrocławia. To czy był on uzasadniony, sprawdzi jednak prokuratura, gdyż jak zapowiedzieli wrocławscy inspektorzy, sprawa znajdzie swój finał w sądzie. - Ktoś musi odpowiedzieć za krzywdy wyrządzone tym zwierzętom - twierdzą zgodnie.
Paulina Krupińska




