"Bieganie jest jak narkotyk"

Za sobą ma już 10 maratonów i wciąż bieganie nakręca go tak samo mocno. - Bywa, że po przebiegnięciu tylu kilometrów boli dosłownie wszystko, ale nawet wtedy człowiek już myśli o następnym - mówi Jan Deńca, na co dzień szef Wydziału Oświaty w urzędzie gminy w Rudniku.


Trudno dziś uwierzyć, że kiedyś miał sporą nadwagę. - Pomyślałem, że trzeba w końcu coś z tym zrobić - wspomina. I zrobił, zaczął biegać długie dystanse.

Pierwszy maraton tak go wykończył, że w drodze powrotnej spowodował kolizję, ze zmęczenia nie zauważył samochodu, który się przed nim zatrzymał. Potem na szczęście nie było już tak dramatycznie. Startuje w maratonach w kraju i za granicą, każdy kończy z sukcesem, zdobywał mistrzostwa i wicemistrzostwa Polski.

Do każdego długodystansowego biegu trzeba się solidnie przygotować. - Jeśli marzy się podium, to w tygodniu trzeba wybiegać i 100 kilometrów. Do tego dieta, lepsza niedowaga niż choćby mała nadwaga, a na dzień przed to już odpoczynek i fizyczny, i psychiczny, lekkie posiłki węglowodanowe, witaminy i minerały, żeby skurcze łapały jak najrzadziej - wylicza.

Prawdziwy maraton, jak mówi, zaczyna się po 30 kilometrze. Dopiero wtedy zaczyna się prawdziwa walka, nie tylko z konkurencją, ale przede wszystkim z samym sobą, zmęczeniem i bólem. Po każdym maratonie bierze w pracy urlop, bo jak mówi, człowiek szczęśliwy, ale ze zmęczenia bolą nawet włosy.
- Zastanawiam się ile jeszcze pobiegam, nadal mam marzenia - przyznaje. W przyszłym roku planuje Mistrzostwa Polski i Europy, myśli też o starcie w prestiżowym maratonie w Berlinie. I liczy, że marzenia się spełnią.

/s/

Artykuł pochodzi z Gazety-Informatora nr 120 (16) z 30 sierpnia 2012 roku.


 

Zaufali nam

2.jpg

Wydawnictwo

wyd.jpg

Obsługa informatyczna

1.jpg