Trudno być prorokiem we własnym kraju
W Londynie przez lata uznanym poetą - w rodzinnym Brzeziu odkrywany po śmierci.
Jan Darowski – Listy z Londynu - grudzień 1993rok.
Nie nie nie nie wrócę
nigdy tam nie wrócę
Matka mi zabrania
wciąż cerując pod kaflowym piecem
rano rozdzierane cisze
Zabraniają brzozy
których w Brzeziu już nie ma
i ryby w Odrze wytrute
a świecące cekinami łusk
w moim nie nie nie
Umarłych wyprowadzę z cieni
wywołam raj stracony
z tego negatywu
po pewny czasie
przy pewnym świetle
za pewną cenę
Może kiedyś w ten sposób
jak nigdy tam wrócę
Poeta zmarł w Londynie 4 lipca, urna z prochami staraniem żony Barbary oraz rodziny z Anglii sprowadzona została do Polski. Poeta pochowany został na brzeskim cmentarzu 26 lipca 2008 roku. Nad otwartą mogiłą odczytane zostały kondolencje skierowane do rodziny, wśród nich list pożegnalny Zespołu Redakcji miesięcznika „Śląsk”, Zarządu Górnośląskiego Towarzystwa Literackiego w Katowicach, a w nim słowa:
„Poeci zawsze wracają do swoich, do miejsca urodzenia z którym nie rozstali się nigdy – niezależnie jak ułożyły się ich życiowe losy (…). Teraz wreszcie może zostać pożegnany w swoim majestatycznym Brzeziu n.Odrą, miejscu dozgonnej nostalgii, które wielokroć ożywiał w swej poezji.
Niech stanie się odtąd to miejsce nie tylko znakiem wiecznego spoczynku – ale i żywej, trwałej pamięci poprzez poetyckie słowo, w którym trwa i przetrwa (...)”.
Jego życie w Anglii to, jak się okazuje, stałe wsłuchiwanie się w odgłosy rodzinnego Brzezia, o czym świadczy powojenna korespondencja jeszcze ze Szkocji i z pierwszych lat pobytu w Londynie (do roku 1948), z przyjaciółmi lat młodości: Heleną i Józefem. Wspominał ten okres podczas rozmów telefonicznych pan Janek, kończąc słowami:
“Pragnę zachować niezmienioną postać Heli grającej na organach oraz jasną, bujną czuprynę Józka”...
/i/



