Sen o niebieskiej zakonnicy...

Raciborski "The Band Of Endless Noise" wydał trzecią płytę. - Lepiej rzadziej, a dobrze! - mówią muzycy.

Zespół z Raciborza jest jednym z bardziej znanych przedstawicieli alternatywnego rocka w Polsce i za granicą. Płyty dystrybuowane są m.in. w Stanach Zjednoczonych i innych krajach Europy Zachodniej,  emitowane były również w BBC przez Johna Peela. Zespół na koncie ma koncerty w Polsce i Europie, w tym na wielu ważnych festiwalach.  Koncertował m.in. wspólnie z zespołem Magic Carpathians.

Skład zespołu tworzą: Adam Busuleanu (klawisze),Tomasz Brzozowski (gitara basowa), Tomasz Gadomski (perkusja), Bartłomiej Mielnik (bębny), Adam Sanocki (gitara elektryczna), Andrzej Widota (wokal, efekty elektroniczne), Katarzyna Gierszewska (wokal).

 

Gazeta-Informator Raciborski: O co chodzi z tą zakonnicą?
Andrzej Widota: "The Blue Nun" to tytuł naszej nowej płyty, miałem kiedyś sen, że w samochodzie naprzeciwko jechała niebieska zakonnica i postanowiliśmy wykorzystać ten motyw na naszej płycie. 

G-IR: Co macie za zaoferowania na świeżutkiej płycie?
A.W.: Proponujemy siedem, dosyć długich utworów, powstawały według wcześniej sprawdzonej receptury, trochę elektroniki, trochę improwizacji i kompozycji.
Katarzyna Gierwszewska: Ale jest więcej melodii, więcej refleksji.

G-IR: Czy któryś z utworów jest wam szczególnie bliski? Czy jest tak, że niektóre utwory artyście są bliższe niż inne?
Tomasz Brzozowski: Wszystkie utwory mi się podobają, bo każdy z nich niesie ze sobą coś wyjątkowego, ale rzeczywiście "Something wrong with the rainbow" jest mi szczególnie bliski. Nie chodzi o tęczowe barwy, ale strona muzyczna utworu jest wyjątkowa.
A.W.: To akurat najbardziej elektroniczny z utwórów na najnowszej płycie.  Mnie akurat najbliższy jest "Sugar", w którym Kasia zaśpiewała piękną partię, wykonała do niego też teledysk.
K.G.: Na liście utworów, które dostałam do przesłuchania we wstępnych wersjach, to właśnie "Sugar" był pierwszy, bardzo mnie poruszył i od razu miałam wizję tego jak mógłby wyglądać teledysk, a potem szczęśliwie wszystkie te wyobrażenia udało się zrealizować. 

G-IR: Jak odbieracie opinie na temat nowej płyty, są takie z którymi się nie zgadzacie? Czy może macie czasem wrażenie, że nie jesteście odbierani tak jakbyście chcieli?
T.B.: Ja akurat nie przepadam za porównywaniem nas do innych zespołów.
K.G.: Ja chciałabym powiedzieć, że jesteśmy bardzo zadowoleni ze wszystkich opinii. Tak akurat się złożyło, że wszystkie dotychczasowe recenzje, które ukazały się w wielu ogólnopolskich wydaniwctwach, są bardzo pochlebne. A nawet jeśli ktoś nas do kogoś porównuje, od razu zaznacza, że nies jest to zarzut.

G-IR: Jak i jak długo powstawała? Czy irytują was komentarze dotyczące częstotliwości wydawania płyt?
A.W.: Nie irytują, choć rzeczywiście ostatnia płyta ukazała się siedem lat temu i wszyscy już myśleli, że nie żyjemy. Tym bardziej nam miło, że odbiorcy sobie o nas przypomnieli. Powoli pracujemy i nic nie jesteśmy w stanie z tym zrobić (śmiech).
K.G.: Lepiej rzadziej, a dobrze.
T.B.: Mieszkamy w różnych miejscach, poza Raciborzem, a nawet i poza krajem, co sprawia, że tworzenie zwalnia tempo.

G-IR: Ktoś nazwał was "klasykami polskiego offu" - czujecie się staro?
A.W.: Ponieważ w muzyce alternatywnej wszystko dzieje się bardzo szybko, to biorąc pod uwagę jak długo już ze sobą gramy, może rzeczywiście jesteśmy klasykami (śmiech).
T.B.: Udało nam się wyznaczyć pewien trend, pewien styl, jesteśmy rozpoznawalni, nasz styl komponowania jest dość specyficzny, niewiele jest takich zespołów.
K.G.: Jako do niedawna trochę osoba z zewnątrz, zawsze postrzegałam zespół jako twór, który ma własną wizję i nie zwraca uwagi na to panujące akurat w muzyce mody. To zespół, który ciągle coś sobie dłubie, niby nic o nim nie słychać, a cały czas działa i ma swoją ścieżkę, którą na bieżąco wydeptuje w ciągle tym samym kierunku.

G-IR: Czy w takim gatunku muzycznym, muzyce alternatywnej istnieje coś takiego jak popularność?
K.G.: Jeśli wyjdziesz na ulicę i spytasz kogoś czy zna Dodę, odpowie: jasne! Jeśli spytasz o "The Band..." pewnie powie, że nie. Ale jeśli pojedziesz na festiwal muzyki alternatywnej i porozmawiasz z ludźmi, którzy słuchają takiego gatunku muzycznego, to większość powie, że go zna. Popularność jest, ale nie na masową skalę.

G-IR: Czyli nie ma rzucania majtek na scenę?
T.B.: (śmiech) Wszystko przed nami!

G-IR: Opowiedzcie o tym tajemniczym miejscu, w którym na co dzień gracie, odbywacie próby.
A.W.: To wspaniałe miejsce, w którym powstała cała nasza płyta, wygłuszone pojemnikami po jajkach.
K.G.: Bez wątpienia miejsce magiczne. To tutaj od podstaw powstają piosenki, to także tutaj są rejestrowane, to takie miejsce na mapie Raciborza, o którym prawie nikt nie wie, ale dla nas jest bardzo bliskie. Ilość dźwięków, która wpadła pomiędzy te wytłoczki, jest niewyobrażalna!

/SaM/

 

Zaufali nam

3.jpg

Wydawnictwo

wyd.jpg

Obsługa informatyczna

1.jpg