Raciborzanin płynie Odrą do Szczecina
Niesamowity wyczyn Klubu Morsów "Dębowa" na 10. rocznicę istnienia grupy.
Już od dziesięciu lat w Kędzierzynie-Koźlu działa Klub Morsów "Dębowa". Zaczynali w pięcioosobowym składzie, a już dwa lata później poszczycić się mogli trzydziestoma członkami. Obecnie klub liczy czterdziestu pięciu członków w tym dwanaście kobiet. - Zimą spotykamy się w każdą sobotę i niedzielę, wybijamy w lodzie sporych rozmiarów przerębel i po rozgrzewce wchodzimy do wody - mówią członkowie klubu. Najmłodszy mors ma 10 lat, zaś najstarszy 73 lata. Zimna woda im nie straszna. W swoich szeregach mają także nieoficjalnego rekordzistę Polski. - Janusz Tyka w kąpielówkach wszedł do wody o temperaturze -21 stopni - mówi Michał Kuś z Klubu Morsów "Dębowa".
Okrągła rocznica była dla morsów inspiracją, by zrobić coś szczególnego. Zorganizowali więc spływ Odrą. Siedmiu członków klubu postanowiło przepłynąć rzekę na odcinku 741 kilometrów. Wyruszyli z Czech i chcą dopłynąć aż do Szczecina. - Spływem chcemy zwrócić uwagę na Odrę jako skarb. Chcemy pokazać, że jest przyjazna i, że można w niej pływać - mówi Michał Kuś. W spływie udział biorą sami twardziele. - W naszym klubie mamy osoby, które zanurzają się w kąpielówkach tylko na chwilę i osoby, które pływają na dłuższych dystansach. Tych drugich nazywamy twardzielami - mówi Adam Giet. W spływie udział biorą Janusz Tyka, Adam Giet, Teresa Koczubik, Teresa Jaworska, Sebastian Szewczyk, Artur Suchan i Marian Hampel.
Spływ odbywa się na zasadach sztafety. Każdy z morsów płynie przez godzinę. Łącznie mają do pokonania 741 km. Temperatura wody utrzymuje się na poziomie 5-6 stopni. Śmiałkowie wyruszyli 16 listopada z Czech. Następnym ich przystankiem były Chałupki. 17 listopada kolejny uczestnik sztafety, Marian Hampel dopłynął do Raciborza. Z tej okazji na nadodrzańskie bulwary przyszło kilkadziesiąt osób, które kibicowały morsom. Wśród nich byli uczniowie raciborskich szkół, mieszkańcy miasta oraz prezydent Mirosław Lenk wraz z wiceprezydent Ludmiłą Nowacką. - Nie, na pewno nie. Kiedyś wszedłem do wody, która miała temperaturę 9 stopni C i nie było to przyjemne uczucie - na pytanie czy odważyłby się na podobny wyczyn, odpowiedział prezydent Mirosław Lenk.
- Tego nie odda żaden film przyrodniczy. Niesamowite wrażenia - mówił po wyjściu z wody Marian Hampel. - Na początku odczuwa się lekki chłód. Później jest już coraz lepiej. No chyba, że woda przedostanie się do wnętrza pianki. Co do długości dystansu to nie, nie boję się. Jest nas tyle, że jak się podzielimy to w ogóle tego nie odczujemy praktycznie - odpowiadał na pytania Hampel. Przy nadodrzańskich bulwarach Marian Hampel przybił "piątkę" Teresie Jaworskiej, która była kolejną osobą w sztafecie. - To dla mnie przygoda życia - powiedziała jeszcze przed wejściem do wody.
Twardziele pływanie będą przerywali jedynie w nocy. Przez blisko trzy tygodnie ani razu nie zejdą na ląd. Odcinek pierwszych 98 kilometrów asekurowany będzie przez lekkie jednostki pływające, ze względu na górską specyfikę rzeki. Przez dwa pierwsze dni uczestnicy spływu spali na terenie Ośrodka Sportu i Rekreacji w Raciborzu. 18 listopada w Kędzierzynie-Koźlu do morsów dołączył Sucharski, czyli statek szkoleniowy, który towarzyszyć im będzie już do końca spływu. Będzie dla nich hotelem. Meta jest w Szczecinie. Planują się tam stawić trzeciego grudnia.
/p/




