Kurczymy się wolniej niż inne śląskie miasta
Mieszkańców Raciborza ubywa, ale w wolniejszym tempie niż dzieje się to w innych miastach na Śląsku.
25 maja prezydent Lenk gościł w Sosnowcu, gdzie wziął udział w konferencji poświęconej kurczeniu się miast i przeciwdziałaniu temu zjawisku. - Pomijając Warszawę i Kraków dotyczy to wszystkich miast w Polsce. Śląska niestety przede wszystkim - podzielił się z radnymi nowo nabytą wiedzą podczas sesji. Co się okazuje? W latach 1995-2008 na Śląsku ubyło ponad 300 tys. mieszkańców, tj. więcej niż liczą dziś Katowice.
W Raciborzu w tym okresie ubyło 10 tys. mieszkańców, ok. 15% ogółu. To nie najgorszy wynik, porównując np. do Chorzowa, który skurczył się ze 160 do zaledwie 110 tysięcy. Już za pierwszej kadencji Lenka z Raciborza wymeldowało się 2 tys. osób, zameldowało zaś 2,5 tys., co jego zdaniem jest pocieszające, gdyż świadczy o spowolnieniu tendencji spadkowej.
Martwi go natomiast odpływ raciborzan do innych miejscowości powiatu. - Są to przeważnie lekarze, dyrektorzy, nauczyciele, najlepsi podatnicy. Niestety, to częściowo nasza wina - przyznaje. Zjawisko jest o tyle niekorzystne, że nie widać wyrównania z drugiej strony. Mieszkańcy powiatu raciborskiego dużo rzadziej wybierają nasze miasto jako miejsce zamieszkania. Z sąsiednimi powiatami: głubczyckim, wodzisławskim, a nawet rybnickim, mamy bilans dodatni. Więcej ludzi stamtąd się do nas przeprowadza niż wyprowadza do nich. Z powiatu raciborskiego tego nie widać, ludzie z okolicznych wiosek przyjeżdżają do Raciborza do pracy, na zakupy, na imprezy. Mieszkać u nas nie chcą.
Przytaczając opinie naukowców biorących udział w konferencji prezydent nadmienił, iż kurczenie się miast jest zjawiskiem w historii naturalnym, i nieraz trzeba się z nim pogodzić ratując to co zostało. - Chodzi o jakość życia tych, którzy pozostają. Chcemy być miastem kompletnym w miarę naszych możliwości i stworzyć mieszkańcom takie warunki, by żyło im się jak najlepiej - podsumowuje Mirosław Lenk.
PS



