Holandia: Polacy do domu!
Rząd Holandii wprowadza restrykcje wobec pracowników z Polski.
Zainteresowanie wyjazdem za pracą do Holandii cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem. Agencje pracy tymczasowej, które pośredniczą w znajdowaniu zatrudnienia poza granicami Polski nie wykazują obaw, co do utraty atrakcyjności holenderskich pracodawców mimo, że po 1 maja Niemcy i Austria z pewnością zabiorą część ich klientów. - Holandia to kraj, gdzie przeważa praca elastyczna, krótkoterminowa. Na terenie Holandii większość mieszkańców mówi po angielsku, co bardzo ułatwia funkcjonowanie w tym kraju – mówi Mariusz Lang z agencji SBA Euro.
Ostatnio uwagę mediów skupiła sprawa wysiedlania bezrobotnych Polaków z Holandii. Nowe holenderskie prawo ma powstrzymać masowy napływ do Holandii pracowników z Europy Środkowej i Wschodniej, zwłaszcza z Polski. Rząd holenderski chce wydalić osoby, które straciły pracę lub popadły w bezdomność, często również wchodząc w konflikt z prawem. Pewna część polskich obywateli rzeczywiście nie wypada najlepiej na występach zagranicznych: Holendrzy narzekają na nasze pijaństwo, lekceważenie przepisów i niechęć do nauki niderlandzkiego. Tego rodzaju argumenty, po części uzasadnione, to woda na młyn ugrupowań takich, jak Partia Wolności, która nawołuje wprost do pozbycia się wszystkich „kłopotliwych emigrantów” – w tej liczbie Polaków. Inna sprawa, że rzesze „kłopotliwych” którzy pracują za najniższe stawki to podstawa wielu sektorów holenderskiej gospodarki uzależnionej od taniej siły roboczej.
Oczywiście, jako obywatele Unii mamy pewne gwarantowane prawa, które jednak Holendrzy chcieliby obejść, np. wprowadzając obowiązek meldunkowy, który zdaniem Holenderskiego Ministerstwa Pracy i Spraw Socjalnych pozwoli po pierwsze ocenić skalę „polskiego problemu” po drugie przy pomocy pewnego administracyjnego triku wykluczyć z rynku pracy niechcianych gości, według zasady: nie masz meldunku – nie masz pracy i na odwrót. Osoby zameldowane będą również musiały płacić lokalne podatki, co ma dodatkowo zniechęcić do pobytu w Holandii. Planowane jest również wprowadzenie ograniczeń w pobieraniu zasiłków – mają być dostępne tylko dla tych, którzy mówią po niderlandzku.
Jak w każdych relacjach międzyludzkich zdarzają się tarcia, a że mówi się częściej o tym co złe, a rzadziej o tym co dobre, to stąd biorą się opinie o hałaśliwych i rozrabiających Polakach. Na nasze szczęście mamy w kraju tulipanów również i lepszą opinię: pracowitych, zaradnych i uczynnych. Prawda pewnie leży po środku.
Niektóre agencje pośrednictwa pracy próbują przeciwdziałać eskalacji problemu, który niepokoi Holendrów. - Wprowadzony przez nas program „Zero tolerancji” wyklucza możliwość pracy i przebywania na terenie Holandii osobom, które łamią ustalone zasady. Takie osoby wysyłane są do Polski, nie chcemy, żeby trafiły na ulicę. Z drugiej strony pamiętajmy, że Holendrzy są bardzo biznesowo myślącymi ludźmi. Nie jest w ich interesie zmniejszenie zdolności produkcyjnej, wytwórczej czy usługowej, więc muszą posiłkować się osobami ze wschodniej części Unii Europejskiej. Jak każdy kraj także Holandia stara się ograniczyć bezdomność oraz bezpodstawne korzystanie obcokrajowców z sakiewki socjalnej, stąd te rozwiązania, które wprowadza holenderski rząd. Chodzi nam też o to, żeby nie dawać Holendrom argumentów do wydalania „niesfornych i kłopotliwych imigrantów” oraz głoszenia populistycznych i ksenofobicznych haseł – tłumaczy Mariusz Lang.
Jak można było przypuszczać, austriacka i niemiecka opinia publiczna z niepokojem oczekuje
efektów otwarcia swoich rynków pracy po 1 maja. Tylko niewielka część obywateli tych krajów widzi w tym otwarciu szansę, dla reszty jest to zagrożenie, umiejętne rozdmuchiwane przez skrajne nurty polityczne, które np. we wschodnich Niemczech są coraz silniejsze. Hasło „praca dla Niemców” może zatem trafić na podatny grunt, mimo że w tym kraju ciągle brakuje 3 mln pracowników. Nie jest zatem wykluczone, że Niemcy i Austriacy wzorem Holendrów zaczną szukać sposobów na pozbycie się „gości z Polski”.
Czytaj całość na raciborz.com.pl




